Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

Tłumaczenie się zawsze przynosi więcej szkód, niż pożytku. Nieważne, czy tłumaczący się ma rację czy jej nie ma. Dlatego ja nie tłumaczę się nigdy, a jeśli już instynktownie zacznę - staram się szybko urwać temat i nie kontynuować.
Nieważne, czy nie zrobiłam obiadu, czy zapomniałam o spotkaniu, czy nie dodawałam postów na blogu, czy nie uczesałam włosów. Nieważne, czy mam dziś czerwone usta, a jest środek dnia, czy poszłam do kina zamiast w inne miejsce. Nieważne, czy mam na sobie adidasy czy sandały, a może top podczas iście jesiennej pogody. Nie tłumaczę się, bo nie.

Ty też się nie tłumacz!


Przecież nikogo to nie powinno obchodzić, a jeśli już sprawa dotyczy osoby trzeciej - trudno, stało się i żadne litanie tego nie zmienią, Ty zrobiłeś coś innego, niż wymagał od Ciebie świat, więc albo przybij sobie pionę za nonkonformizm, albo pluj sobie w brodę, że zawaliłeś ważną dla siebie sprawę. To Ty tworzysz swój własny świat, nie sąsiadka, ciocia Krysia, ani nawet babcia Maria. Nie tłumacz się, jeśli wiesz co robisz to nie musisz podawać powodów.


PS: Dlatego nie będę się tłumaczyć, a zapowiem, że blog zmienia tematykę na taką bliższą mojej osobowości. Biłam się z myślami od kilku miesięcy i postanowiłam pisać o tym, co mi w tej chwili serce i umysł podsuną. Jeśli będzie to luźny temat - napiszę, jeśli zapragnę polecić Wam jakiś super produkt - napiszę. Nie będę się zamykać w tematyce urodowej, bo nie lubię ram - to miejsce nie ma mnie ograniczać.

A teraz odpowiedz mi na pytanie - tłumaczysz się? :-)

Co roku zastanawiam się, skąd ten cały Walentynkowy szum i przepychania w rozmowach prywatnych i Internetowych. Wy się lepiej, ludzie z listopada zastanówcie, ilu z Was zostało poczętych 14 lutego w przypływie komercyjnej namiętności :-)


"Bo to przecież czysta komercja!"


Serio? A co nie jest komercją? Święty w czerwonym płaszczu, z czerwonymi polikami i białą brodą? Może te tysiące zniczy wystawianych już we wrześniu  w przeróżnych wzorach i kolorach? Może te lampiony na Noc Kupały, która przecież jest nasza! Jesteśmy zalani komercją po same uszy. Topimy się w kampaniach marketingowych, a jedna napędza kolejną. Każde mniejsze, czy większe święto jest genialną okazją to zbicia odrobiny kasy na tematycznych gadżetach. Jednak, czy to jest powód, żeby z góry wylać na coś wiadro hejtu i goryczy? Dla mnie nie.

"Walę-w-tynki, bo nie mam z kim...


... jednocześnie uważam, że święto to jest beznadziejne i nie obchodzę. Jak miałem/am z kim, to obchodziłem/am, ale teraz to nie. To głupie". Nooooo, moja ukochana postawa! Jak nie mam z kim, to fuj, to brzydzą mnie zakochane pary i to w ogóle jest obleśne... śmieszne! Hipokryta przegania w argumentach hipokrytę. Bo jak to, rok czy dwa lata temu 14 lutego tuptał opatulony skowronkami i rysował serduszka na zaparowanej szybie, a teraz zapomniał? Walentynki to święto zakochanych! Jak nie masz partnera, to spędź je z ukochaną babcią, czy zabierz psa na długi spacer. Okaż komuś, że go kochasz jeszcze jeden raz, nawet jak jest tylko (a może aż) kotem w nogach łóżka :-)

"Kocha się cały rok, a nie tylko raz"


Czy 365 dni w roku to odpowiednia ilość na okazanie uczuć najbliższej osobie? Dlaczego nikt nie krytykuje rocznic, urodzin, imienin, świąt jako zbędnej okazji do okazywania sobie uczuć? Otóż dlatego, że Walentynki są na tyle kontrowersyjne, że dla zasady trzeba przyjąć postawę "nie chcę, nie lubię", bo przecież głupio tak po prostu przykleić uśmiech na twarz i nie zrzędzić. Nie można 14 lutego potraktować jako dobrej okazji do okazania bliskiej osobie tego, co czujemy? Do mówienia usłyszenia "kocham Cię" częściej, niż zawsze? Zatrzymaj się na chwilę, złap ukochaną osobę za rękę i pomyśl, co dobrego Wam się przytrafiło i róbcie co chcecie! Miłości nie wyznacza grubość portfela, ani ładna buzia. Może Walentynki to idealny czas, by coś naprawić, by wyciągnąć wnioski i zacząć od nowa? 

...


Ja upiekę suflety czekoladowe, zrobię smaczny obiad. Jak pogoda pozwoli, pojedziemy rowerami do lasu. Jak nie - będziemy zalegać w łóżku i oglądać filmy. Zatrzymamy się, bo na to nie zawsze jest czas w ciągu roku. Związek należy pielęgnować codziennie, a nie od święta, ale każde święto jest dobrą okazją do czegoś więcej, nawet jak jest to tylko jeden film więcej ; )
Słodka, walentynkowa pościel na łóżku leży od wczoraj, bo ja lubię takie rzeczy. Lubię. I lubiłam, jak byłam sama.


Bo to dobre święto jest. Co z tego, że amerykańskie. Co z tego, że słodkie i kiczowate. No co z tego? Komu to krzywdę wyrządza?